środa, 6 sierpnia 2014

Rozdział 1

~Alesha~

Zwiedzając ulice Sydney w poszukiwaniu jakiegoś zatrudnienia byłyśmy bardzo zdenerwowane. Własciciel budynku w ktorym mieszkałyśmy upominał sie o gotówkę, której aktualnie nie posiadałyśmy. Z desperacją weszłyśmy do pobliskiego baru licząc, że może akurat szukają kogoś do pomocy.
- Witam! Szuka Pan może młodych, energicznych kelnerek. - uśmiechnęłam się szeroko do barmana aby dobrze wypaść.
- Sorry dziwczyny. - pokręcił przecząco głową.
Z daleka całej tej sytuacji przyglądał się chłopak o kręconych, blond włosach. Kiedy wychodziĺyśmy zatrzymał nas.
- Szukacie gotówki. - uśmiechnął się łobuzersko.
- A co Cię to? - Cathi jak zwykle odrzekła chamsko.
- Mam propozycję, ale tu rozmawiać nie będziemy. - kąciki jego ust nadal były uniesione. - Jeśli chcecie zarobić to przyjdźcie tutaj. - koleś wręczył nam mały świstek papieru z nazwą ulicy. - Dwudziesta. Lepiej się nie spóźnijcie. Nienawidzę jak ktoś się spóźnia.
Puścił w naszą stronę oczko i opuscił lokal.
- Pokarz, co napisał tam ten dziwak. - Cath wyrwała mi kartkę z ręki i po chwili skrzywiła się. - Wiesz gdzie to jest?
Spojrzałam na prezent od jakiegoś faceta i otworzyłam szerzej oczy. Na tej ulicy mieści się jeden z najniebezpieczniejszych klubów w mieście. Spotyka sie tam wielu seryjnych morderców, uciekinierów jak i zwykłych kieszonkowców. Byłam pewna, że chciał właśnie tam z nami porozmawiać, jeśli w ogóle chciał gadać. Myśl o tym z kim przed chwilą mogłyśmy tak na prawdę prowadzić krótką konwersacje nie dawała mi spokoju, lecz nie chciałam straszyć przyjaciółki. W każdym razie gdybym i tak jej powiedziała to co wiem ona nawet na chwilę nie zawahałaby się, by pójść tam. Ze mną, albo beze mnie. Po prostu kochała ryzyko, strach... W sumie byłam podobna do niej, lecz rozum nie pozwalał mi na takie rzeczy.
- Nie mam pojęcia. - pokręcilam głową starając się wyglądać jak najbardziej realistycznie.
- No nic. Zapytamy kogoś. - westchnęła i posłała mi ciepły uśmiech.

~~

Dochodziła 20, a my nadal szwendałyśmy się po mieście próbując odnaleźć ten klub. Szczęście nam sprzyjało, przynajmniej według mojej przyjaciółki, bo po paru minutach trafiłyśmy pod drzwi knajpy.
- Wchodzimy? - zapytałam niepewnie patrząc na przyjaciółkę.
- Jeszcze się pytasz?! - zaśmiała się ironicznie i przekroczyła próg pub'u.
Jednak kiedy zobaczyłam wnętrze jedyne określenie tego miejsca jakie przyszło mi na myśl to speluna. Widziałam paru facetów zalanych już w trupa, choć było dopiero pare minut po dwudziestej i pełno kobiet lekkich obyczajów kręcących tym co im "natura dała" przed napalonymi samcami.
- Cath, może jednak chodźmy stąd. - poprosiłam błagalnie dziewczyne, która energicznie szła w stronę baru.- Przecież Ty nie pijesz. - otworzyłam szerzej oczy widząc jak zamawia Jack'a Daniels'a.
- Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz. - puściła mi oczko.
Widać była już nieźle nakręcona na dzisiejszy wieczór, ale przyszłyśmy tu w innej sprawie. Po chwili widząc znajomą twarz męszczyzny szturchnęłam Cathi.
- To nie on? - rzuciłam badawczo w jej stronę, lecz ona tylko wzruszyła ramionami i odwróciła się tyłem.
Facet zbliżał się do nas z każdą sekundą. Nie wiedziałam czy uciekać czy stać.
- Witam panie. - posłał nam szelmowski uśmieszek.
- O! To Ty. - moja koleżanka obróciła się na barowym krześle w jego stronę. - Jaką masz dla nas robotę?
- ...Panie do towarzystwa. Sądzę, że oferta jest kusząca zważywsz na sumę jaką można zdobyć. - uniósł brwi i spojrzał w sufit, by nie musieć patrzeć na nasze oburzone twarze i licząc, że się zgodzimy.
- Pogieło Cię gościu?! Nie jestem dziwką! - krzyknęła wściekła Cath.
- Żadna praca nie hańbi. - uśmiechnął się łobuzersko.
- Od początku chciałeś nas przelecieć. Przyznaj się! - warknęłam i wyśmiałam go.
- Nie mówię, że bym nie chciał, bo macie co nie co, ale my tutaj w sprawie interesów. - jego mina spoważniała.
Chłopak zabrał nas w ustronniejsze miejsce. Udało nam się wyciągnąć od niego imię. Ashton. Zdecydowanie do niego nie pasowało, ale cóż.
- To czego w końcu chcesz od nas?
- Może nie wicie, lecz nie spotykamy się pierwszy raz. - zaczął swoją gadaninę. - Nie macie pojęcia jak długo moi ludzie was obserwowali. Jesteście inne od dziewczyn, które pieprze na codzień, a jest ich wiele. - ciągnął dalej z łobuzerskim uśmiechem.
- Kurwa! Mów o co chodzi. - dodała podirytowana Cath.
- Jeśli chcecie na prawdę zarobić pokaźną sumkę musicie spełniać jeden warunek: Nikomu o niczym nie mówicie. - jego wzrok mówił sam za siebie. To nie były żarty.
- Okej... - wyprzedziłam przyjaciółkę, która już miała zacząć mówić to co jej ślina przyniesie na język.
- W takim razie proszę ze mną. - kąciki jego ust uniosły się w górę.
Ash wstał z kanapy na której chwilę wcześniej się usadowił i poprowadził nas do wyjścia, a następnie jak się można było domyślić do jego samochodu. Usiadłam z przodu i kątem oka patrzyłam na siedzącego obok mnie męszczyznę. Niestety zauwarzył jak wlepiam w niego wzrok, a na jego twarz znów wymalował się uśmiech. Gwałtownie odwróciłam głowę i oblałam się rumieńcem. Ryk silnika był bardzo głośny, gdy ruszaliśmy. Na to cacko na pewno mógł wyrywać panienki, ale na mnie auta nie robiły wielkiego wrażenia.




1 komentarz:

  1. Świetny rozdział ! Nie mogę doczekać się kolejnych <3333

    OdpowiedzUsuń